poniedziałek, 28 marca 2011

nie pękaj


zaburzenia łaknienia, zawirowania wstawania, moczu oddawanie w stanie na dywanie.
wczoraj czy przedwczoraj uratowała mnie taka mała dziewczynka.
dziś robiłem zakupy w sklepie STOKROTKA i wzruszyły mnie jogurty, ale dzielnie i dumnie do koszyka wrzuciłem najtańsze arykuły a z nich kolację zmontowałem w tramwaju.
szarą rzeczywistość ubarwiła mi dwójka ludzi on i ona z jakichś dalekich indii czy -atistanu -alezji
-atongu. coś gruchali w rytm moich chrupknięć na ryżowym waflu.
piszę o codzienności, chwilowości i z tego chcę knebel zmajstrować. niech nie skrzeczy.

wierszyk może co?

Nie pękaj stary. wdech zrób
wydech zrób
i jeszcze raz
marz nie marznij
idealna pogoda
na krok weź
zejdź, zjedz

nie pękaj stary
że ktoś cię wsadził na karuzelę
a ona kręci się wesoło
a tobie się zmienia punkt widzenia
i nie
wiesz
co tu
się od
pi
e
rdala.

czwartek, 24 marca 2011

ani lo yodea


jakby księżyc na srebrno brzegiem chmury przez szyby i zasłonki
do pokoju i po poduszce po policzku i nosie
miękka pościel miedzy kolanami
a pięści zaciśnięte
i kropla śliny w kąciku
zarost rośnie

i jeszcze wirusy oswojone
to tylko ja
śnię
przez wszystkie światy
i brzegi mórz

wielkie lustra

zapachy spod paznokci kładą mnie sztywno
w sen.

wtorek, 22 marca 2011

Kocie! Kotku! Koteczku!

Kot spał zakopany w kołdrę. Obudził się, sapnął, przyszedł do mnie, polizał mnie w łokieć. Chcący/niechcący wyłączył głośniki. Poszedł do kuchni. zamiauczał.
zawołałem go po imieniu.

a potem jeszcze zdrobniłem to imię

Twoje imię powtarzam codziennie w słonecznym
odmieniam je ciągle ciszej głośniej i ze śmiechem
Kot mruczy śpi całymi dniami

nie mogę znaleźć melodii dla słów
bo nie mam komu zagrać ani zaśpiewać
oczarować

i nic nie widzę w dali

dziś; w tych smutnych dniach, na udrękę
mam same dobre wspomnienia
i żadna złość ani miniony smutek nie potrafią mi pomóc

chodź tu kocie, spać ze mną kotku, przytul się kocie!
Kciaku nie psoć się! Lepiej się nie zaczynaj kociaku! I kto jest miszczem? Kto?
Ałaaaaa... nie drap!

poniedziałek, 21 marca 2011

medytacje nad strachem


Boję się, że umrę. Czuje, że ziarno śmierci, które już dawno temu wykiełkowało, puszcza kolejne pędy.
Boję się rozkładu i spojrzeń ludzi.
I boję się samotności.


poczekaj czasie, bo jednak chciałbym jeszcze zdążyć kogoś przytulić, zdrowo gryźć jabłka.
jedzie tramwaj - drży kamienica, przez odbyt czuję te drgania dokładnie, każdego pasażera z biletem i bez.
i wszystkie światła nocnego miasta
już nie piszę ale gram

gdybym mógł

może nie będzie tak źle.

nie ma takich śladów których czas nie zatrze, nie ma takiego strachu którego śmierć nie pokona.

środa, 16 marca 2011

Wisła płyniesz? To płyń!


Mam nowe okno i nowy widok. Czas odmierza mi woda i łabędzie.
tej nocy teraz wiatr zawraca rzekę. Znam ten wiatr miesiąca marca. W szumie słyszę żurawie i swój pierwszy krzyk.
I odtąd będzie więcej światła więc ku światłu się zwracam.
Tęsknie za głupim uśmiechem.
auTOMMATycznie.
dobranoc
pozdrawiam
w takim razie.